0:46
2:12
1:56

Granice zostały przekroczone! Prezesi SN i NSA reagują na bezprawie i działania rządu Donalda Tuska wobec Trybunału Konstytucyjnego! Donald Tusk, ze swoją żądzą nieograniczonej władzy, niepodlegającej kontroli sądów, czy to sądu konstytucyjnego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, czy Sądu Najwyższego, czy Naczelnego Sądu Administracyjnego, pozostaje w tym swoim amoku nienawiści i bezprawia, otoczony przybocznymi politykami. Dzisiaj jedyne, co im pozostało, to siła służb i wydawanie rozkazów. Władza sądownicza, nie wchodząc w politykę, ale stojąc na straży Konstytucji, ustaw, porządku konstytucyjnego, niezależności i niezawisłości wymiaru sprawiedliwości oraz sędziów, w tym przypadku Trybunału Konstytucyjnego, zajęła bardzo jasne i mocne stanowisko! Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński opublikował bardzo twarde, mocne oświadczenie. Chciałbym przytoczyć jego fragment, bo powinien on wybrzmieć szczególnie mocno: „Jako I Prezes Sądu Najwyższego stanowczo potępiam wszelkie próby podporządkowania działalności konstytucyjnych organów państwa działaniom siłowym lub decyzjom podejmowanym poza ustawowym porządkiem prawnym. Milczenie wobec działań podważających niezależność ustrojową organów konstytucyjnych oznacza przyzwolenie na praktyki zagrażające fundamentom porządku ustrojowego Rzeczypospolitej”. To bardzo mocne oświadczenie! Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego przedstawił jednoznacznie krytyczną ocenę całej tej sytuacji, co wynika z treści jego obszernego stanowiska. Był także w Trybunale Konstytucyjnym, razem z Prezydentem RP, jako przedstawiciel jednego z najważniejszych organów konstytucyjnych państwa. Oświadczenie opublikował również Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, który tak pisze: „Granice podejmowanych przez organy władzy działań stanowią zasady konstytucyjne oraz poszanowanie ludzkiej godności. Granice te zostały przekroczone”. To mówią niezawiśli, niezależni sędziowie dwóch najważniejszych, obok Trybunału Konstytucyjnego, sądów w Polsce!

Sport↗
0:58

Dzisiaj, jeżeli wszystko dobrze pójdzie, o północy czasu polskiego powinniśmy zobaczyć pierwsze wyniki wyborów połówkowych w USA. 🇺🇸 Miejmy tylko nadzieję, że te wyniki będą bardziej klarowne niż wypowiedzi prezydenta Trumpa. 2 listopada prezydent Trump wrzucił na Truth Social posta akcentującego spadek cen ropy na rynkach światowych, brak wojny i chęć Iranu do szybkiej ugody. Istny gołąbek pokoju 🕊️ Jednak w tym samym czasie amerykańskie siły uderzyły na wyspę Qeshm w Cieśninie Ormuz. Oficjalnie USA opisują to jako działanie obronne – Iran miał strzelać z rakiet ziemia-powietrze do amerykańskiego samolotu lub drona nad cieśniną. 🇮🇷 W całym tym zamieszaniu nie mogło zabraknąć Netanjahu, który otwarcie pcha do większej ofensywy po wyborach. (Netanjahu i część doradców wojskowych argumentują, że kolejna krótka, intensywna kampania może dopełnić dzieła i zmusić Iran do ustępstw albo osłabić reżim na tyle, by doszło do wewnętrznych zmian. Jak widać, fantazja ich tam dosyć ostro ponosi.) Jednak jak na razie wczorajsze bombardowanie to mała, taktyczna odpowiedź USA na konkretne zagrożenie ze strony Iranu. Czy jednak zagrożenie było aż tak wielkie, aby odpowiadać takim bombardowaniem? No cóż, to już jest inna sprawa – albo taktyka, która ma pokazać, że USA są gotowe. (Trochę coś na kształt deeskalacji przez eskalację.) Nie zmieniło to jednak sytuacji w Cieśninie Ormuz i nie było częścią większej ofensywy. Izrael w tym konkretnym uderzeniu nie brał udziału, choć ogólnie jest mocno zainteresowany, żeby Amerykanie bili Iran mocniej. Trump wcześniej wykluczał ataki przed wyborami, a na pytania o działania po midterms odpowiadał raz tak, raz nie. Jednocześnie przygotowania wojskowe trwają, a ataki na statki w rejonie Hormuzu nie ustały. Dyplomacja i ograniczone działania wojskowe idą równolegle. Oczywiście całej sytuacji na Bliskim Wschodzie pikanterii dodaje wpis Tuckera Carlsona, który twierdzi, że: Pod presją Benjamina Netanjahu administracja Trumpa może w ciągu kilku dni przeprowadzić atak nuklearny na Iran. 🇮🇷 🇮🇱 Celem miałoby być Pickaxe Mountain (góra w pobliżu Natanz), gdzie według izraelskiego wywiadu Iran rzekomo wznowił wzbogacanie uranu. Konwencjonalna broń nie przebije 300 stóp granitu, więc „jedyną opcją jest broń nuklearna”. Netanjahu dzwoni do Trumpa codziennie i jest „zdesperowany”, bo po wyborach w Izraelu nie może uformować rządu. Decyzja miałaby zapaść około 7 listopada. Czy zatem Carlson ma rację? Powiedzmy tak – poważne źródła uważają twierdzenie Carlsona o bliskim ataku nuklearnym za nieudokumentowaną plotkę. Nie ma żadnych publicznych dowodów, że USA rozważają użycie broni jądrowej przeciwko Iranowi w najbliższych dniach. Z drugiej strony zastosowanie broni jądrowej na tak niskim poziomie konfliktu byłoby kompletnym idiotyzmem – nawet większym niż cała ta kampania przeciwko Iranowi. Dodatkowo precedens wywołany w ten sposób mógłby mieć katastrofalne skutki międzynarodowe. Mały przykład: co powstrzymywałoby dalej np. Rosję, aby użyć taktycznej broni jądrowej na Ukrainie, aby przełamać impas i wygrać wojnę oraz zmusić Europę do zaprzestania wspierania Ukrainy? No i oczywiście już nic nie stałoby na przeszkodzie, aby rząd Netanjahu sam użył broni jądrowej w imię zasady „skoro Amerykanie mogli, to my tym bardziej”. Przełamanie nuklearnego tabu byłoby katastrofalne. Z drugiej strony strach przed państwami nuklearnymi i swobodnym użyciem owej broni z pewnością wywołałby globalny kryzys bezpieczeństwa. Dlatego uważam, że twierdzenie Carlsona to jedynie plotka, która w obecnej sytuacji i napięciu na Bliskim Wschodzie dodatkowo zwiększa presję na Iran. Tworzenie narracji i kontrolowanie przekazu czasami bywa potężniejsze niż niejeden atak bronią konwencjonalna. No to zobaczymy co nam przyniosą kolejne dni po wyborach połówkowych w USA i jak wpłyną na sytuację na bliskim wschodzie. Źródło – RT, Truth Social.

Polityka↗