Litości... Nawet nie chodzi o to, że te słowa padają z ust człowieka, który po kilku latach wypełniania wniosków w urzędzie, pełniąc jedynie funkcje partyjne, został ministrem. Chodzi o poziom debaty publicznej, który przez ludzi nieobytych, aparatczyków, zblazowanych starych politykierów szoruje po dnie. W nerwach, stresie, z frustracji, w źle pojętej sytuacji żartobliwej czasem coś się człowiekowi nie uda. Padają słowa, które są niewłaściwe. Jednak obecny rząd z premierem na czele, zrobił z takich prostackich wrzutek strategię komunikacji. Ona niestety działa, co świadczy o konkretnych wyborcach. Nie romantyzuję czasów, w których dyżurnym ordynusem był jedynie niewykształcony prezydent, a o politykach najwyższego szczebla można było powiedzieć, że owszem chleją, ale wypowiedzieć się potrafią. Ale przyznacie, że mimo wszystko wtedy nie tylko klasa polityczna była wyższa, ale i my, jako obywatele, oczekiwaliśmy więcej... https://t.co/Ll3NCQDWQd
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Marcin Możdżonek