Maja Chwalińska gra w tenisa, który hipnotyzuje. 33 sekundy z Wuhan: najpierw wysoka, leniwa piłka pod sam sufit, rywalka już myśli o drzemce, a tu nagle skrót tuż za siatkę. Moonball, moonball, skrót. To nie tenis, to kołysanka z puentą. Dziś gra w półfinale z Igą Świątek i powiem wprost: kibicuję obu, ale serce bije dla tej, która usypia przeciwniczki na śmierć.
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Modelowy PL