W sobotę amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth na uniwersytecie Tennesse, przemawiając do studentów uznał, że w Afganistanie to tylko Amerykanie byli zaangażowani, no może jeszcze jeden czy dwa kraje. Skrót ISAF tłumaczył jako "I Saw Americans Fighting", czyli widziałem jak Amerykanie walczą. Serio @SecWar byłeś wtedy w Afganistanie? To chyba nie trzeźwiałeś. Masz historię polskiej misji w pigułce. Polska misja w Afganistanie to historia, o której nie wolno zapominać. W 2002 roku polscy żołnierze pojechali na wojnę w ramach międzynarodowej koalicji po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Polska była sojusznikiem USA i członkiem NATO. Nasi żołnierze mieli walczyć z terroryzmem, wspierać stabilizację kraju i pomóc Afgańczykom zbudować państwo, w którym nie będzie schronienia dla organizacji terrorystycznych. Z czasem misja przerodziła się w regularną wojnę. Szczególnie niebezpieczna była prowincja Ghazni, gdzie polscy żołnierze patrolowali drogi, eskortowali konwoje, likwidowali zagrożenia ze strony rebeliantów i odpierali ataki. Talibowie stosowali zasadzki, ostrzeliwali patrole i podkładali improwizowane ładunki wybuchowe. Każdy wyjazd poza bazę mógł zakończyć się tragedią. Żołnierze ginęli w eksplozjach, wymianach ognia i atakach na pojazdy wojskowe. 10 sierpnia 2009 roku zginął kapitan Daniel Ambroziński. Polski patrol wpadł w zasadzkę, a walka pokazała, jak wysoką cenę nasi żołnierze płacili za wykonywanie swoich zadań. 21 grudnia 2011 roku pod polskim pojazdem eksplodował ładunek wybuchowy. Zginęło pięciu żołnierzy: Piotr Ciesielski, Łukasz Krawiec, Marcin Szczurowski, Marek Tomala i Krystian Banach. Za każdą taką informacją kryły się konkretne rodziny, rodzice, żony, dzieci i przyjaciele, którzy już nigdy nie doczekali powrotu swoich bliskich. W ciągu niemal dwóch dekad przez polski kontyngent przewinęły się dziesiątki tysięcy żołnierzy i pracowników wojska. Polska poniosła śmiertelne straty, a wielu uczestników misji wróciło z ranami fizycznymi i psychicznymi, z którymi musieli mierzyć się długo po zakończeniu służby. Dla nich Afganistan nie skończył się w dniu powrotu do kraju. W 2021 roku zachodnie wojska opuściły Afganistan. Afgański rząd upadł, a talibowie błyskawicznie odzyskali władzę. Dwadzieścia lat wojny, ogromne pieniądze, tysiące zabitych i rannych, lata wysiłku oraz poświęcenia żołnierzy nie zapewniły trwałego zwycięstwa politycznego. Kraj ponownie znalazł się pod rządami tych, których wcześniej próbowano odsunąć od władzy. I właśnie tutaj zaczynają się najtrudniejsze pytania. Czy cele tej wojny były realistyczne? Czy Zachód właściwie rozumiał Afganistan? Dlaczego afgańskie instytucje i armia tak szybko się załamały? Czy politycy potrafili uczciwie wyjaśnić społeczeństwom, jaki ma być ostateczny rezultat tej operacji? I wreszcie kto podjął kluczową decyzję i podpisał porozumienie z Talibami w Doha w 2020r.? Nie wolno odpowiadać na te pytania pogardą wobec żołnierzy. To nie oni podejmowali wszystkie strategiczne decyzje. Wykonywali rozkazy państwa, służyli w sojuszniczej operacji i narażali życie. Można krytycznie oceniać politykę, cele i rezultaty wojny, a jednocześnie z najwyższym szacunkiem mówić o tych, którzy z niej nie wrócili. Afganistan pozostawił nam gorzką lekcję: łatwiej rozpocząć wojnę, niż osiągnąć pokój. Łatwiej zdobyć terytorium, niż zbudować trwałe państwo. I łatwiej politykom ogłosić sukces, niż wziąć odpowiedzialność za jego ostateczny rezultat. Pamiętajmy o polskich żołnierzach, którzy polegli na afgańskiej ziemi. Nie jako o liczbach w wojskowych statystykach, ale jako o ludziach, którzy mieli swoje życie, plany i rodziny. Ich nazwiska nie mogą zniknąć w cieniu politycznych deklaracji i zapomnianej wojny. A Panu @SecWar Hegseth polecam przeczytać czasem coś więcej niż wpisy Trumpa. autor: @Pieter111120 dla @AkademiaPrawdy źródła: @clashreport, https://t.co/p4yf0ApVNw https://t.co/Izdu20UFLh https://t.co/QJ6XYdqBRC
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Akademia Prawdy