Czy mamy nowego "Konsula"na miarę naszych czasow i możliwości? Obejrzyj film oraz trailer w drugiej części wpisu.👇👇👇 Kiedyś mieliśmy Czesława Śliwę – legendarnego oszusta, który zmajstrował sobie iluzję „austriackiego konsula” i za jej pomocą drenował ludzi z gotówki. Partyjni dygnitarze i zapatrzeni w Zachód obywatele z samego zachwytu zapominali przy nim własnego nazwiska. Dzisiaj mamy wielką politykę, „europejskie standardy” i Donalda Tuska, który za pomocą państwowego aparatu robi z uśmiechniętym elektoratem dokładnie to samo. Złożyłem te wszystkie patologie w jedną analizę. Zobaczcie, jak mistrzowsko władza nas ogrywa. Złudzenie elitarności i kupowanie inteligencji za paczkę żelków (Efekt Aureoli) Śliwa sprzedawał naiwnym bajkę o apartamencie w Wiedniu na 96. piętrze z różowymi kafelkami i zachodnich pensjach. Ludzie łykali to bez popity, oddając oszczędności życia, byle tylko otrzeć się o ten prestiż. Dzisiaj sprzedaje się nam unijne flagi i aurę byłego szefa Rady Europejskiej. Mechanizm psychologiczny to czysty efekt aureoli (halo effect). Aspirujący „fajnopolacy” tak panicznie boją się łatki prowincjusza, że wystarczy im polityk z brukselskim tłem, by wyłączyć krytyczne myślenie. Prestiż Zachodu działa tu jak znieczulenie miejscowe – władza może zadłużać państwo i rozmontowywać procedury, a elektorat i tak bije brawo, bo czuje się częścią uśmiechniętej „elity”. „Szczerze”, czyli jak sprzedać cynizm za empatię Makiawelizm tego systemu widać już w detalach. Tusk zatytułował swój polityczny dziennik „Szczerze”. Z punktu widzenia socjotechniki to wyrachowany zabieg torowania (priming). Polityk, który doskonale wie, że ma łatkę chłodnego gracza, sztucznie kompensuje ten brak wielkim napisem na okładce. To precyzyjnie zaprojektowana iluzja autentyczności. Mając w pamięci ofiary Śliwy, które wierzyły, że rzekomy konsul załatwi im z dobroci serca intratne stanowiska dyplomatyczne, dzisiejszy wyborca dostaje perfekcyjnie wyreżyserowany produkt PR-owy i głęboko wierzy, że to intymna spowiedź państwowca zza kulis. Dwie twarze państwa: telewizyjny makijaż i dławienie na krtani (Rozszczepienie) Aparat przymusu, który służy tej władzy, idealnie oddaje jej dysfunkcje. Mamy nagrania: pani policjantka, w telewizyjnym studiu ułożona, gładka, z nienagannym makijażem permanentnym, spokojnie uczy procedur numeru 112. Ale w realiach ulicy, pod Trybunałem Konstytucyjnym, pęka jej kora przedczołowa. W skrajnym stresie następuje „porwanie ciała migdałowatego” (amygdala hijack). Ta sama łagodna ekspertka dusi leżącego, obezwładnionego obywatela (byłego żołnierza), klęczy na jego krtani i wrzeszczy w amoku: „leż k***!”. Według teorii Otto Kernberga to klasyczne rozszczepienie – wykreowany wizerunek maskuje dramatyczne braki w rezyliencji i samoregulacji. Zdezorientowany obywatel staje się dla niej wyłącznie obiektem, na którym funkcjonariusz nadkompensuje własne psychofizyczne lęki i spadki odporności na stres. Nożyk na grzyby jako zbrodnia stulecia (Teoria Kingdona i Blame-shifting) Kiedy ta fizyczna brutalność grozi potężnym kryzysem, wjeżdża teoria „okien możliwości” Kingdona w swojej najczystszej, makiawelicznej postaci. W karetce pogotowia, przy uduszonym do utraty przytomności poszkodowanym, znajdują... zamkniętą finkę na grzyby. Co robi Donald Tusk? Błyskawicznie chwyta za telefon, wrzuca posta na platformę X i z ofiary państwowej przemocy (leżącej w prywatnym budynku) robi "agresywnego nożownika-terrorystę". Zwykły grzybiarski rekwizyt w rękach nieprzytomnego człowieka staje się nagle aktywnym narzędziem ataku. Żeby tego było mało, premier odpala klasyczny blame-shifting (unikanie winy wg C. Hooda): polityczną odpowiedzialność za ten policyjny szał przerzuca wprost na... Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Karola Nawrockiego. Państwo dusi cię na krtani, ale winny jest facet z opozycji. To jest tak bezczelne odwrócenie ról, że sam Śliwa spaliłby się ze wstydu nad brakiem własnego rozmachu. 👇👇👇
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
NeoSędziaTuleye