Szanuję to, że pani Andziaks przyznała sie do błędu i przeprosiła za niego, natomiast tłumaczenie sprawy z podatkami (brak wiedzy na co idą) trochę się nie klei. Bo pani Andziaks wiedziała na co idą podatki, tylko nie chciała płacić ich w obecnej wysokości, gdyż jej zdaniem nie korzystała z usług, które powinny zapewniać. Więc uważała, że jej opodatkowanie nie powinno dotyczyć. I tu dochodzimy do kwestii, która ostatnio mocno się przebija w debacie publicznej. Z jednej strony ciągle słyszymy głosy, że podatki mają być „niskie i proste” i podpisuje się „deklarację toruńską”, a z drugiej chcemy mieć silną armię zawodową, doskonałe usługi publiczne i jeszcze pomoc państwa np. w kryzysie paliwowym. Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze solidarność społeczna, czyli ta zapomniana wartość, która mówi, że nie muszę być chory, by dokładać się do leczącej innych ochrony zdrowia.
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Jakub Wiech