Z perspektywy nauki katolickiej prezydent Karol Nawrocki skłamał i popełnił grzech przeciwko ósmemu przykazaniu O co chodzi? Karol Nawrocki napisał książkę o Nikodemie "Nikosiu" Skotarczaku pod literackim pseudonimem Tadeusz Batyr. W 2018 r. wystąpił w wywiadach (m. in. TVP3 Gdańsk) z zamazaną twarzą i zmienionym głosem jako Batyr. W jednym z nich, gdy dziennikarka wspomniała o powoływaniu się na prace "historyka, doktora Karola Nawrockiego", odpowiedział wprost, że to właśnie ten historyk "zainspirował mnie do mojej pracy, pierwszy, który zajmował się zagadnieniami przestępczości zorganizowanej w PRL", a on (Batyr) tylko uzupełniał "suche" badania publicystyką i relacjami świadków. Jednocześnie jako Karol Nawrocki pisał publicznie, że Batyr kontaktował się z nim po wskazówki i że poleca jego książkę. Później Nawrocki przyznał, że to on jest Batyrem, tłumacząc to względami zawodowymi (nie chciał angażować Muzeum II Wojny Światowej w tematykę PRL-owskiej przestępczości z czasów pracy w IPN). Nauka katolicka o kłamstwie Katechizm Kościoła Katolickiego definiuje kłamstwo jasno: - 2482: "Kłamstwo polega na mówieniu nieprawdy z intencją oszukania" - 2483: Kłamstwo jest "najbardziej bezpośrednim wykroczeniem przeciw prawdzie. Kłamać to mówić lub działać przeciwko prawdzie, aby wprowadzić w błąd" - 2505: Cnota prawdomówności polega na tym, by "być prawdziwym w czynach i słowach oraz strzec się dwulicowości, udawania i hipokryzji" Tradycyjne katechizmy (np. św. Piusa X) dzielą kłamstwa na żartobliwe, oficjalne (dla korzyści własnej lub cudzej bez szkody dla innych) i złośliwe. Oficjalne są grzechem powszednim, złośliwe - ciężkim, jeśli szkoda jest poważna. Kłamstwo jest zawsze złe samo w sobie – nie wolno go mówić ani żartem, ani dla korzyści. Pseudonim literacki sam w sobie nie jest kłamstwem (to konwencja). Problem pojawia się, gdy ktoś aktywnie występuje jako "inna osoba", zmienia głos i wygląd, a następnie mówi fałszywe zdania sugerujące, że Batyr i Nawrocki to dwie różne osoby, a jeden inspirował drugiego. Twierdzenie o "inspiracji" przez Nawrockiego (gdy to ta sama osoba) oraz o osobistym kontakcie/konsultacji (jako Nawrocki o Batyrze) to wypowiedzi nieprawdziwe, wypowiedziane z intencją wprowadzenia odbiorców w błąd co do tożsamości autora i charakteru "relacji". To nie jest milczenie, dyskrecja ani mentalna restrykcja w wąskim, tradycyjnie dopuszczalnym sensie (np. wobec nieuprawnionego pytania), ale jest to aktywne tworzenie fałszywego obrazu w mediach. Czy to był grzech i jakiej wagi? Tak, to jest grzech przeciwko prawdzie. Według mnie był to raczej grzech powszedni (oficjalny - dla oddzielenia ról zawodowych, promocji książki, uniknięcia powiązania muzeum z tematem), a nie złośliwy mający na celu poważną szkodę konkretnej osobie. Nie było tu bezpośredniej kalumnii wobec kogoś trzeciego w sensie zniszczenia czyjejś reputacji w sądzie czy podobnych. Jednak waga rośnie z powodu: - publicznego charakteru (media, a później kontekst kandydata na urząd publiczny), - elementu autopromocji i budowania "niezależnego" autorytetu przez pochwałę samego siebie, - wprowadzenia opinii publicznej w błąd co do autorstwa i rzetelności. Katechizm podkreśla, że ciężkość zależy od charakteru zniekształconej prawdy, okoliczności, intencji i szkody (2484). Dla historyka i osoby publicznej wiarygodność i prawdomówność mają szczególne znaczenie. Ostateczną wagę grzechu zna oczywiście tylko Bóg, niemniej, niewątpliwie było to kłamstwo w rozumieniu nauki katolickiej i grzech przeciw ósmemu przykazaniu. Pseudonim sam w sobie nie usprawiedliwia fałszywych twierdzeń o "inspiracji" i osobistym kontakcie między "dwiema" osobami.
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Piotr Leski