"Nie chciałbym wam psuć zabawy panowie, ale większość kobiet uważa swoich mężów za nieatrakcyjnych. Większość kobiet nie lubi większości mężczyzn fizycznie, seksualnie ani w żaden inny sposób." "Tak jest od zarania dziejów i doskonale odzwierciedla to dzisiejsza dynamika randkowania. To w dużej mierze nieuniknione dla przeciętnego mężczyzny." PT Zoomer _____________ Ta kołczka z filmu ma rację i mówi cichą część na głos. To, że kiedyś małżeństwa trwały dłużej, to nie oznacza, że były one dobre (dla kobiet). Istniał ten sam problem, co obecnie. Większości kobiet nie podobali się ich mężowie, ale system patriarchalny miał na to sposób. Bo gdy feministki mówią, że patriarchat kontrolował kobiety, to oczywiście mają rację. Nasi przodkowie chcieli funkcjonować jako prosperujące społeczeństwo, więc mężczyźni musieli posiadać społeczno-prawną kontrolę i wpływ na zachowania kobiet, aby niemożliwa (lub mająca zbyt duże konsekwencje dla nich) miała sytuacja typu "rozstanie z powodu różnicy charakterów". Kobiety musiały być trzymane w ryzach konsekwencjami, ryzykiem infamii ze strony rodziny itd. w razie gdyby ich hipergamiczna natura doszła do głosu. To oczywiste. Ich lojalność wobec męża nie brała się w większości przypadków ze szczerej miłości, tylko z obaw przed konsekwencjami. Ale również większego poczucia obowiązku, którego były wtedy uczone, a nie są dziś. Koszty tamtego systemu były wysokie, bo władza szła również do mężczyzn despotycznych, przemocowych, psychopatycznych, od których kobieta miała ograniczoną drogę ucieczki. Lub wcale. Ale w większości przypadków chodziło zwyczajnie o to, by zmusić płeć lepszą do wyboru jednego mężczyzny-przeciętniaka, który wywiąże się ze swoich zadań, a ona wywiąże się ze swoich, w monogamicznym związku małżeńskim pełnym dzieci, aż do śmierci, na czym skorzysta społeczeństwo. Dziś mamy sytuację odwrotną, bo władza społeczno-prawna należy do kobiet. I dzieje się dokładnie to, czego obawiali się nasi przodkowie. Statystyki rozwodów szaleją, większość młodych mężczyzn nie potrafi wejść w związek, bo nie budzą zainteresowania, a młode kobiety kopulują z topką najatrakcyjniejszych facetów, licząc że to z nimi stworzą monogamiczną relację. Dzietność w zgliszczach, upadek religii, moralności, wzajemnego zaufania, sąsiedzkiej pomocy i życzliwości, a rozwijająca się technologia tylko przyspiesza rozkład tego truchła. _________ I pedał gazu jest wciąż dociskany. Ostatnio mieliśmy głośną sprawę psycholożki Ewy Woydyłło, która w podcaście Wendzikowskiej została zapytana o poradę dla kobiet po 40., będących w "niesatysfakcjonujących, nieszczęśliwych" związkach (zauważcie, że nie użyto słowa "przemocowe"). "Często kobietom mówię: to ty się nie rozstawaj, tylko najpierw znajdź kogoś lepszego. Wtedy to się rozstaniesz. Nie ma tak, że ty zostawisz, a potem sama będziesz krążyć po tych placach, alejkach, parkach, Seszelach i Lanzarote. Najpierw sobie znajdź, dziewczyno, a dopiero potem zobaczysz.” Baba ma prawie 90 lat, ale natura to NATURA:) Znajdź najpierw lepszego, a później wyrzuć tego naiwnego śmiecia do kubła na odpady, który jest z tobą od lat i nie ma pojęcia, co go wkrótce czeka. I tak będzie miał związane ręce, bo cała machina prawna jest po twojej stronie. Redpill już lata temu uczulał menów i mówił o monkey branching: "chwycenie kolejnej gałęzi, zanim puściło się poprzednią", jako nieodłączny element hipergamii samic homo sapiens. Wyzywano nas jak zwykle od mizoginów, bo coś takiego nie ma miejsca. Mimo, że większość z nas to przerobiła przynajmniej raz, lub znała masę facetów, którym to się przydarzyło. Dziś druga strona czuje się na tyle pewnie, że zaczyna mówić o tym otwarcie. Publicznie. Ustami specjalistek. To samo, co my mówiliśmy prawie dekadę temu. Dlatego tak ważne jest zażycie czerwonej piguły, jeśli chcesz jakoś przetrwać jako facet w dzisiejszym, spuszczonym ze smyczy, szalejącym ginocentryzmie. Red pill or death.
Komentarze (0)
Bądź pierwszy!
Histeria Bez Dystansu