Wyniki dla „Ante”

1:37🔥 Wiral
0:58🔥 Wiral
0:07
0:20
1:47
0:37
2:16

Dziękuję @cezarykrysztopa za nagłośnienie sprawy. Po odwołaniu się do administracji X odzyskałem możliwość pisania. Moje konto padło ofiarą masowych zgłoszeń za rzekome naruszenie regulaminu – poszło o zdjęcia pani Nataszy i „zbyt wiele odkrytego ciała”. Ironia polega na tym, że dokładnie te same fotografie pani Natasza od około 10 lat sama publicznie i regularnie udostępnia na swoim Facebooku oraz Instagramie. Dzisiaj część dziennikarzy oburza się, że publikowanie tych zdjęć nie przystoi, bo chodzi o wizerunek świadka. Pragnę jednak przypomnieć, że ta pani sama wyraziła zgodę na pokazanie twarzy w sądzie, a jej konta w mediach społecznościowych są publicznie aktywne od dekady. Rozumiem więc, że kiedy pani Natasza chciała zebrać widownię i zasięgi na swoich profilach, to wszystko było w porządku. Ale gdy ktoś przypomniał jej własne, ogólnodostępne posty, to nagle podnosi się krzyk, że „tak nie wolno” – szczególnie wtedy, gdy sprawie występuje Prezydent Karol Nawrocki. Po odsłuchaniu pełnych nagrań z zeznań pani Nataszy widać wyraźnie, że przed sądem w swoich twierdzeniach o prostytutkach nie miała stuprocentowej pewności. Co ciekawe, w sądzie tłumaczyła się ogromnym stresem i tym, że pierwszy raz wypowiada się w takiej roli. Warto jednak podkreślić, że już w 2018 roku występowała na antenie TVN jako ekspertka ds. marketingu, swobodnie wypowiadając się przed kamerami https://t.co/w7j5M7PZ4Q. na temat wycofywania plastikowych słomek. Można by też zapytać, czy prowadzenie działań marketingowych dla branży fizjoterapeutycznej również nie dało jej obycia w kontaktach publicznych, ale odpowiedź jest przecież oczywista. Jeżeli więc osoba z takim doświadczeniem medialnym przed sądem nagle traci pewność siebie i zasłania się stresem, to świadczy to tylko o jednym: sprawa miała miejsce 20 lat temu, świadek tak naprawdę nie wie, kim były opisywane osoby, a cała ta historia to jedynie jej własna interpretacja, a nie twarde fakty. Zastanawia też sam mechanizm dotarcia do tego źródła. Skąd nagle dziennikarze Onetu zdobyli prywatnego maila do akurat tej osoby, napisali do niej, a ona „przypomniała sobie” zdarzenia sprzed 20 lat, by później na sali sądowej kluczyć i wykazywać wyraźną niepewność? A skoro dziennikarze TVN i ONET tak bardzo chcą dziś uczyć innych etyki i ochrony prywatności, przypomnijmy, jak w praktyce wyglądają ich własne standardy. Wystarczy wspomnieć wspólny materiał „Superwizjera” TVN i Onetu o prezydencie Lubina, Robercie Raczyńskim. Tam dziennikarze bez najmniejszego wahania pokazywali jego prywatny dom i wyciągali najcięższe oskarżenia obyczajowe oparte na rzekomych stenogramach rozmów, które – co oficjalnie potwierdziła już prokuratura – okazały się od początku do końca sfabrykowaną fałszywką. Gdy duże redakcje niszczą komuś życie na bazie fałszywek, nazywają to „dziennikarstwem śledczym”. Gdy ktoś przypomina publiczne zdjęcia kluczowego świadka – zaczyna się oburzenie, cenzura i masowe zgłaszanie konta. @RepublikaTV

Polityka↗