Wyniki dla „Rosją”

1:57
1:22
0:39
0:49
1:14
0:55
1:10

Donald Trump - sojusznik, na którym nie można polegać Sojusz to coś więcej niż wspólnota interesów. To gwarancja, że w chwili próby partner nie potraktuje bezpieczeństwa sojusznika jako karty przetargowej. Tymczasem działania Donalda Trumpa coraz mocniej podważają fundament, na którym przez dekady opierało się bezpieczeństwo Zachodu. Porozumienie dotyczące rosyjskiego diesla, ograniczanie wsparcia technologicznego i wywiadowczego dla Ukrainy, publiczne atakowanie europejskich sojuszników i pojednawcze gesty wobec Władimira Putina układają się w niepokojący obraz polityki, w której doraźny interes i osobiste kalkulacje zdają się wypierać strategiczną solidarność. Nie chodzi o to, że z Rosją nie należy rozmawiać. Trump ma prawo rozmawiać z kim chce. Problemem jest to jak on i jego ludzie negocjują z Putinem oraz w jaki sposób traktują swoich traktatowych sojuszników. Chodzi więc o to, kto ponosi koszty tych rozmów. Jeśli agresor otrzymuje gospodarcze ustępstwa, a napadnięta Ukraina musi obawiać się ograniczenia wsparcia, to najzwyczajniej mamy do czynienia z przekierowaniem presji amerykańskiej dyplomacji na ofiarę zamiast na sprawcę wojny. Niestety, nas też może to kiedyś dotknąć. Równie niebezpieczne jest traktowanie Europy jak przeciwnika, którego trzeba zmusić do ustępstw. Sojusznicy mogą się spierać, ale gdy gwarancje bezpieczeństwa stają się nieprzewidywalne, zaufanie ustępuje miejsca niepewności. A kiedy państwa przestają ufać swoim partnerom, zaczynają szukać zabezpieczeń na wypadek, gdyby ci partnerzy zawiedli. Największym zagrożeniem nie jest dziś pojedyncza decyzja Trumpa, lecz erozja przekonania, że Stany Zjednoczone pozostaną przewidywalnym partnerem w chwili próby. A sojusznik staje się kruchy nie wtedy, gdy mówi „nie”, lecz wtedy, gdy nikt nie wie, czy jutro nadal będzie mówił „tak”. Sojusznik to nie tylko państwo, które posiada potężną armię, nowoczesną broń i gospodarkę zdolną wpływać na losy świata. To przede wszystkim partner, którego słowo ma znaczenie, a zobowiązania nie znikają w chwili, gdy przestają być wygodne. Właśnie ten fundament zachodniego bezpieczeństwa staje dziś pod znakiem zapytania. Czy Stany Zjednoczone nadal są przewidywalnym sojusznikiem, na którym można oprzeć bezpieczeństwo Europy? Jednym z najbardziej wymownych przykładów zmiany w podejściu amerykańskiej administracji do Europy jest porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego diesla na rynki amerykańskie i światowe. Według doniesień Reutersa z 12 października 2026 roku administracja Trumpa uzasadniała tę decyzję próbą skłonienia Moskwy do powrotu do rozmów pokojowych. Bardzo niewiarygodne jest takie tłumaczenie. Porozumienie przewiduje dopuszczenie rosyjskich dostaw paliwa, a to oznacza dodatkowe przychody dla państwa prowadzącego wojnę przeciwko Ukrainie. Jednocześnie Waszyngton naciskał na Kijów, by ograniczył ataki na rosyjskie rafinerie. Na dodatek, wszczęta przez Trumpa wojna z Iranem wywindowała ceny paliw na niezwykle wysoki poziom, co generuje przyrost zysków zarówno dla Rosji a także dla Iranu. Przy czym Rosja i Iran pozostają w bliskim sojuszu militarnym. Można powiedzieć, że Trump nie dość, że wszczął wojnę z Iranem bez właściwego przygotowania i bez planu, to teraz zapewnia finansowanie broni służącej zabijaniu amerykańskich żołnierzy. Jeszcze poważniejsze obawy budzi sprawa ograniczenia działania systemu StarShield, wykorzystywanego przez ukraińskie wojsko do komunikacji na polu walki i wspierania operacji dronowych. Według doniesień Reutersa z 16 października 2026 roku polecenie ograniczenia usługi miało nadejść z Białego Domu, choć publicznie dostępne informacje nie pozwalają jednoznacznie ustalić, kto podjął ostateczną decyzję ani jakie dokładnie były jej przesłanki. Wcześniej pojawiały się doniesienia o problemach z działaniem systemu podczas operacji ukraińskich dronów. Wołodymyr Zełenski postawił sprawę jasno, oświadczając w obszernym wywiadzie, że podjęte zostały kroki, które mają na celu zmuszenie Ukrainy do kapitulacji. W tym samym czasie wielu komentatorów dochodzi do wniosku, że Trump stał się najważniejszą kartą w rękach Putina. Wiele może się zmienić po najbliższych częściowych wyborach do Kongresu i Senatu USA. Większości Amerykanów nie podoba się to co robi Trump. Dla Polski aktualna sytuacja ma szczególne znaczenie. Nasze bezpieczeństwo jest ściśle związane z obecnością amerykańskich wojsk w Europie, zdolnościami NATO oraz przekonaniem, że w razie zagrożenia sojusznicy odpowiedzą wspólnie. Jeżeli Ukraina przekonuje się, że dostęp do kluczowych narzędzi obronnych może stać się elementem politycznych negocjacji, inne państwa wschodniej flanki NATO również muszą zadać sobie pytanie o odporność własnych systemów bezpieczeństwa, a także o kody którymi można unieruchomić sprzęt wojskowy zakupiony w USA. Można odnieść wrażenie, że Amerykanie robią wszystko, aby uzależnić swoich sojuszników od swojej technologii i swojego uzbrojenia. Na przykładzie Ukrainy widzimy, że w chwilach krytycznych potrafią jedną decyzją spowolnić StarShield, kolejną odmówić dostawy rakiet, przestać przekazywać dane wywiadowcze o startach rakiet balistycznych. Wcale nie patrzą na to, że te decyzje powodują dziesiątki lub setki ofiar cywilnych. Nie oznacza to, że należy przekreślać sojusz z USA. Oznacza natomiast, że nie wolno mylić historycznej więzi z gwarancją niezmienności przyszłych decyzji. Środowisko PiS, Konfederacji i Karola Nawrockiego nie zauważa opisanych zagrożeń. Oni zatrzymali się na tym, że po wyborze Donalda Trumpa na Prezydenta USA skandowali w listopadzie 2024 w polskim Sejmie „Donald Trump, Donald Trump” jakby uznali go za swojego przywódcę, podczas gdy Trump zrezygnował z roli przywódcy wolnego świata. Woli rolę „załatwiacza” interesów na korzyść swoją, swojej rodziny i zaprzyjaźnionych oligarchów. Chełpi się tym, że to on skutecznie wsparł całkiem nieznanego polityka i zapewnił mu stanowisko prezydenta Polski. Nie pamięta jednak jego nazwiska. Amerykański sojusz pozostaje dla Europy niezwykle ważny. Jednak jego trwałość zależy nie tylko od liczby żołnierzy, samolotów i rakiet, lecz także od tego, czy za politycznymi deklaracjami idzie rzeczywista solidarność. Można ją latami budować, a potem roztrwonić w ciągu kilkunastu miesięcy. Na razie Trump wycofał z Polski kilka tysięcy żołnierzy i wbrew obietnicom oni nadal nie wracają. O ewentualnej nowej stałej bazie wojsk USA w Polsce Trump wypowiada się bardzo wymijająco, bo to dla niego tylko kolejny deal. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: Reuters, Defence News, Washington Post, TVPinfo ilustracja: migawki na temat postawy Trumpa i stosunku do Trumpa - Sejm/X/CNN

Polityka↗
1:34
1:19

Marszałek Czarzasty chce wykluczać posłów Konfederacji Korony Polskiej z RBN, ale dopuszczał ich do niejawnych posiedzeń Sejmu‼️ Gdzie tu logika⁉️ Dlaczego w takim razie Włodzimierz Czarzasty dopuszcza przedstawicieli Grzegorza Brauna do niejawnych posiedzeń Sejmu, podczas których również przedstawiane są informacje wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa? Dzisiaj Włodzimierz Czarzasty próbuje udawać strażnika polskiego bezpieczeństwa, ale jeżeli chodzi o jego własne podwórko, czyli Sejm, tego problemu już nie widzi. Przytoczę słowa Włodzimierza Czarzastego, które wypowiedział wtedy, kiedy Putin razem z Łukaszenką realizowali scenariusz wojny hybrydowej na polskiej granicy wschodniej z Białorusią. Kiedy tysiące, a później setki tysięcy nielegalnych migrantów miały przekroczyć granicę i destabilizować sytuację w kraju. Kiedy Prawo i Sprawiedliwość, Zjednoczona Prawica, zamierzały budować zaporę na granicy, którą ostatecznie zbudowały. Wtedy Włodzimierz Czarzasty, lider Lewicy, jeszcze nie marszałek Sejmu, mówił tak: „Stawianie muru to zawsze klęska demokracji. Trzeba budować mur dyplomatyczny, który chroni Polskę. Czy ktoś sobie zadaje pytanie, co będzie z polską polityką wschodnią? Jak chcemy układać stosunki z Białorusią i Rosją?”. On to mówił kilka lat temu, a wcześniej był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ja bym dzisiaj mógł, gdybym chciał posługiwać się takim językiem, jakim oni dzisiaj się posługują, powiedzieć: uważam, że Włodzimierz Czarzasty nie powinien być marszałkiem Sejmu. Ale jestem demokratą i szanuję ten wybór. Mógłbym więc zapytać jeszcze: czy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego mają zasiadać komuniści, skoro dzisiaj stawia się pytanie, czy mają w niej zasiadać brauniści⁉️

Polityka↗
1:18
0:12

Spadek aktywności rosyjskich botów po awarii Yandexu uderzył w AfD i Konfederacje mocniej niż jakakolwiek debata parlamentarna. Nagle okazało się, że ten wielki „zryw wolnościowy” i „poparcie prawdziwych patriotów” sprowadzały się do dwóch serwerowni pod Moskwą i jednego skryptu w Pythonie. Wyobraźcie sobie minę Sławomira Mentzena, który rano wjeżdża na TikToka ze swoim ulubionym dynamicznym montażem, klaska w dłonie, czeka na miliony wyświetleń... a pod filmem cisza. Żaden user83920194 nie pisze już, że „Mentzen zaorał system”, a tysiące profilowych z polską flagą nagle zgasły razem z serwerem w Sasowie. Grzegorz Braun biega po Sejmie z gaśnicą i szuka spisku, ale prawda jest prostsza: po prostu ktoś po drugiej stronie granicy odpiął go od prądu. Nagle okazało się, że o „ukrainizacji Polski” dyskutowało nie pół miliona Polaków, tylko trzy przegrzane karty graficzne w obwodzie riazańskim. Po drugiej stronie Odry wcale nie jest weselej. Alice Weidel i jej koledzy z AfD jeszcze wczoraj opowiadali o „niewytłumaczalnym geście pokoju z Rosją” i „upadku niemieckiej gospodarki”, a dzisiaj ich sekcja komentarzy wygląda jak opuszczone miasteczko z westernu. Gdy w Rosji padły superkomputery, z niemieckiego internetu wyparowało nagle pół miliona „oburzonych obywateli”, którzy w pięciu różnych językach pisali dokładnie te same posty o tanim gazie. Nagle politycy, którzy jeszcze wczoraj pozowali na pogromców establishmentu, zostali bez cyfrowego dopingu. Cały ten ich groźny, antyeuropejski zryw bez wsparcia z fabryki trolli wygląda jak groźny pies, któremu ktoś wyjął baterie z ogona. Wygląda na to, że kiedy w Rosji wyłączą router, cała ta głośna „alternatywa dla Europy” zostaje z kilkoma prawdziwymi zwolennikami i zastanawia się, dlaczego te wszystkie miliony serduszek w internecie pisały po polsku i niemiecku, ale myślały w cyrylicy.

Polityka↗